Redukcja tkanki tłuszczowej nie polega na jedzeniu jak najmniej. Najlepsze efekty daje plan, który tworzy umiarkowany deficyt kalorii, chroni mięśnie i pozwala normalnie funkcjonować w pracy, domu oraz na treningach.
Pierwszy częsty błąd to zbyt agresywne obcinanie kalorii. Przez kilka dni waga może spadać szybko, ale potem pojawia się głód, spadek energii, gorszy sen i coraz trudniejsze treningi. Organizm zaczyna bronić się przed tempem, którego nie da się utrzymać.
Drugi problem to rezygnacja z treningu siłowego. Cardio pomaga zwiększyć wydatek energetyczny, ale to ćwiczenia oporowe dają ciału sygnał, że mięśnie są potrzebne. Dzięki temu sylwetka po redukcji wygląda mocniej, a nie tylko lżej.
Trzeci błąd to ocenianie postępów wyłącznie po wadze. Woda, sól, stres i cykl dobowy potrafią mocno zmieniać wynik z dnia na dzień. Dlatego lepiej patrzeć także na obwody, zdjęcia, samopoczucie, siłę na treningu i regularność nawyków.
Czwarty błąd to ignorowanie snu oraz regeneracji. Jeśli śpisz krótko, częściej rośnie apetyt, spada cierpliwość do planu i trudniej wykonać dobrą jednostkę treningową. Redukcja wymaga wysiłku, ale nie powinna być ciągłą walką z własnym ciałem.
Piąty błąd to brak prostego systemu. W pracy z podopiecznymi w Szczecinie zaczynam od realistycznego celu, podstawowego jadłospisu, techniki ćwiczeń i kontroli tygodnia. Małe decyzje powtarzane konsekwentnie dają lepszy efekt niż idealny plan wykonany przez trzy dni. Dzięki temu redukcja staje się procesem, który można spokojnie kontynuować. Bez presji, za to z jasnym kierunkiem.


