Suplementy mogą pomagać, ale nie zastąpią snu, treningu i jedzenia. Największy błąd to szukanie magicznego produktu, zanim podstawy są uporządkowane. Jeśli plan jest chaotyczny, nawet najlepsza kreatyna nie zrobi pracy za regularne ćwiczenia.
Najlepiej przebadanym suplementem dla osób trenujących jest kreatyna. Wspiera siłę, moc i jakość pracy na treningu. Nie działa jak przedtreningówka, więc nie trzeba jej czuć od razu. Liczy się regularne stosowanie i cierpliwość przez kolejne tygodnie.
Białko w proszku jest wygodnym jedzeniem, a nie obowiązkiem. Przydaje się, gdy trudno dobić dzienną porcję białka normalnymi posiłkami. Jeśli jesz wystarczająco dużo mięsa, nabiału, ryb, jaj lub roślinnych źródeł białka, odżywka nie jest konieczna.
Witamina D i omega-3 mają sens głównie wtedy, gdy wynikają z niedoborów, stylu życia albo małej ilości ryb w diecie. Warto podejść do nich rozsądnie: badania, dawka dopasowana do potrzeb i konsekwencja, zamiast kupowania wszystkiego z reklamy.
Najwięcej obietnic składają spalacze tłuszczu, boostery testosteronu i mieszanki detoks. Zwykle efekt jest mniejszy niż sugeruje marketing. Redukcja zależy od deficytu kalorii, aktywności, snu i kontroli apetytu, a nie od kapsułki branej przed śniadaniem.
Moja zasada jest prosta: suplement ma rozwiązywać konkretny problem. Jeśli brakuje białka, używamy białka. Jeśli trening siłowy jest regularny, kreatyna może pomóc. Jeśli podstawy nie działają, najpierw naprawiamy plan, bo tam ukrywa się największy postęp. Dopiero potem warto dokładać kolejne produkty. To oszczędza pieniądze i nerwy.

